Część I:
Narcystyczne zaburzenie osobowości u fałszywego Guru - Mistrza grupy ‘duchowego rozwoju'.
Narcystyczne zaburzenie osobowości u fałszywego Guru - Mistrza grupy ‘duchowego rozwoju'.
Narcystyczny guru jest hakerem duchowości.
Pod szyldem duchowej pracy nad sobą proponuje
oprogramowanie 'naprawcze' dla ducha i umysłu ucznia,
ale to oprogramowanie zawiera wirusy
które infekują umysł ucznia w celu przejęcia nad nim kontroli.
Miałam taki czas w życiu kiedy szukając swojej życiowej drogi trafiłam na spotkania grupy 'rozwoju duchowego' prowadzonej przez charyzmatyczną liderkę. Zaczynała się wtedy 'moda' na takie grupy, zresztą ciągle ta moda trwa.
Na początku było super, wszystko było takie inspirujące i pozytywne. Poruszające wykłady, ciekawe ćwiczenia, medytacje, fantastyczni ludzie, świetna atmosfera, wspólnie spędzany czas gdzie wszystko było takie soczyste, intensywne, pełne znaczenia. I co najważniejsze - szeroki zakres duchowej wiedzy, nowe idee że można żyć świadomiej, lepiej, wykorzenić swoje kompleksy, braki, złe myśli i nawyki, uleczyć choroby i naprawić relacje z ludźmi, można nadać życiu duchowej głębi, być lepszym, prawym człowiekiem, że można choć trochę wejrzeć w tajemnice życia, które normalnie są przed ludźmi zakryte. Że można to wszystko osiągnąć pracując nad sobą .....pod kierunkiem duchowej Mistrzyni. Oczywiście jeśli się jej w pełni zaufa i podąża z pełnym oddaniem w kierunku który ona wskazuje. Na początku to mi pomagało, otworzyło na nowe idee, zachęciło do pracy nad sobą, rozpaliło we mnie wiarę i entuzjazm, które - na tamten moment pomogły mi wyjść z emocjonalnego dołka. To z początku było takie mocne i jakimś stopniu przyniosło trochę pozytywnych zmian, świeże, optymistyczne nastawienie do życia. Nawiązałam też przyjaźnie z innymi, podobnie myślącymi ludźmi których poznałam na spotkaniach, co też było ważne, zresztą część tych przyjaźni do dziś przetrwała i to jest wielki bonus.
- 'Jestem na właściwej ścieżce' -myślałam, a Mistrzyni podsycała moje przekonanie zapewniając grupę że jesteśmy szczęściarzami, którzy mają wyjątkowo dobrą karmę trafiając skrzydła jej opieki, że jesteśmy prowadzeni przez osobę absolutnie wyjątkową, oświeconą, nieskazitelną, uosobienie mądrości.
Połknęłam haczyk na dobre.
O święta naiwności moja, jakże dałam się zwodzić!
Na początku było super, wszystko było takie inspirujące i pozytywne. Poruszające wykłady, ciekawe ćwiczenia, medytacje, fantastyczni ludzie, świetna atmosfera, wspólnie spędzany czas gdzie wszystko było takie soczyste, intensywne, pełne znaczenia. I co najważniejsze - szeroki zakres duchowej wiedzy, nowe idee że można żyć świadomiej, lepiej, wykorzenić swoje kompleksy, braki, złe myśli i nawyki, uleczyć choroby i naprawić relacje z ludźmi, można nadać życiu duchowej głębi, być lepszym, prawym człowiekiem, że można choć trochę wejrzeć w tajemnice życia, które normalnie są przed ludźmi zakryte. Że można to wszystko osiągnąć pracując nad sobą .....pod kierunkiem duchowej Mistrzyni. Oczywiście jeśli się jej w pełni zaufa i podąża z pełnym oddaniem w kierunku który ona wskazuje. Na początku to mi pomagało, otworzyło na nowe idee, zachęciło do pracy nad sobą, rozpaliło we mnie wiarę i entuzjazm, które - na tamten moment pomogły mi wyjść z emocjonalnego dołka. To z początku było takie mocne i jakimś stopniu przyniosło trochę pozytywnych zmian, świeże, optymistyczne nastawienie do życia. Nawiązałam też przyjaźnie z innymi, podobnie myślącymi ludźmi których poznałam na spotkaniach, co też było ważne, zresztą część tych przyjaźni do dziś przetrwała i to jest wielki bonus.
- 'Jestem na właściwej ścieżce' -myślałam, a Mistrzyni podsycała moje przekonanie zapewniając grupę że jesteśmy szczęściarzami, którzy mają wyjątkowo dobrą karmę trafiając skrzydła jej opieki, że jesteśmy prowadzeni przez osobę absolutnie wyjątkową, oświeconą, nieskazitelną, uosobienie mądrości.
Połknęłam haczyk na dobre.
O święta naiwności moja, jakże dałam się zwodzić!