Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara narcyza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara narcyza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2019

ŚWIĘTA Z NARCYSTYCZNĄ RODZINKĄ - jak przetrwać i nie dać się zdołować

Idą Święta. W radiu  grają już 'Jingle Bells', choinki świecą w oknach sklepowych wystaw, zarobieni 'po kokardy' przedświatecznym sprzątaniem, pieczeniem pierniczkow, kupowaniem prezentów, choinki i karpia,  nawałem w pracy... szykujemy się do Świąt.  
Wiekszość ludzi lubi tą przedświąteczną krzątaninę i ten Bożonarodzeniowy klimat...
Tym co mają fajne, normalne, życzliwe rodziny robi  ciepło na sercu na myśl o świątecznych spotkaniach, rodzinnej wigilii, byciu ze swoimi bliskimi...czekają na to cały rok. 
Ale tym co wyszli z domu gdzie narcystyczny ojciec, mamusia lub brat dali nieźle w kość  albo mają wrednie toksyczną teściową albo teścia satrapę-maniaka kontroli, robi się niefajnie  na samą myśl że trzeba będzie odpękać obowiązkowe siedzenie przy świątecznym stole z rodzinką, robiąc dobrą minę do złej gry....  
Zamiast cieszyć sie cieszyć na świętą i spotkania  myślą o tym jak je przetrwać i nie czuć po tym jak zbity pies. 

sobota, 9 listopada 2019

JEST NARCYZEM CZY NIE ? NA HUŚTAWCE WĄTPLIWOŚCI

Jest niemalże regułą że osoby uwikłane w relację z narcyzem, które zaczynają się budzić, zadają sobie sakramentalne pytanie:

Czy on/ona jest właściwie toksycznym  narcyzem 
czy nie?

Bo dobrze by było wiedzieć na czym się stoi
żeby podjąc decyzję 'co dalej z tym fantem zrobić'.

I to wcale nie są  łatwe pytania, żeby sobie na nie odpowiedzieć.

Kto powiedział że będzie łatwo? 

Oczywiście najlepiej by było umieć się zorientować na pierwszy rzut oka czy ktoś jest narcyzem, czy nie.
Niestety problem z narcyzami polega na tym, że grają i udają.  Kim oni naprawdę są najczęściej  przekonujemy się dopiero przy bliższej znajomości. Jak już wdepniemy w to na dobre. A ponieważ jesteśmy manipulowani, zorientowanie się może zająć nieco czasu, nawet kilka lat.... 

Skoro czytasz ten artykuł to pewnie coś cię tu przywiodło.

Jeśli jest to twoja 'trudna' relacja z bliską osobą to mogę założyć  coś jest na rzeczy  i być może masz powody by zadawać  sobie takie pytania. 

Owszem zdarzaja się nagłe 'olśnienia' bez wątpliwości, zazwyczaj kiedy osoba uwikłana jest w relację z autentycznym ewidentnym narcyzem-psychopatą i doprowadzona do takiego stanu że  już dalej nie może wytrzymać, przemoc (psychiczna czy fizyczna) zaszła tak daleko że nie da się jej zaprzeczyć i zamieść (ponownie) pod dywan. 
Wtedy decyzja żeby czmychnąć  i schować jak najdalej może być spontaniczna, bez wątpliwości i w trybie natychmiastowej wykonalności. 

Ale najczęściej to jest tak, że dzieje się źle, coraz gorzej,  szukamy  wskazówki jakiegoś zrozumienia co jest grane...czemu ten człowiek, ten niby  'idol'  jest taki samolubny, arogancki, wywyższający się jakby był  Bóg wie kim, lepszy od wszystkich, jakby miał kilka twarzy - jedną na pokaz, drugą za zamkniętymi drzwiami domu czy biura, rządzi się, narzuca swoje, poniża,  ma jakieś horrendalne  albo niezrozumiałe oczekiwania,  wścieka się o byle co, a przy tym może  coraz częściej mamy wrażenie że nas zwyczajnie prowokuje, oszukuje i kłamie, a jak przyjdzie co do czego to nie
 czuje się za nic odpowiedzialny, za to czepia się i obwinia innych.   
 I idąc tym tropem gdzieś, jakoś, dowiadujemy się że istnieje  coś takiego jak narcyzm  i  są tego charakterystyczne cechy czy jak kto woli 'objawy'.
o tych objawach jest więcej tu:
 https://naspokojnewody.blogspot.com/p/o-narcyzmie.html

Nagle  'Bum! walnie nas podejrzenie że może nasz delikwent jest patologicznym narcyzem.
Różne watpliwości, niejasne wrażenia, rozterki zaczynają się układać jak klocki puzla w zrozumiały obrazek. 
'O kurcze' myślimy sobie, no jasne! 'On/ona to wszystko ma, o Matko, jest narcyzem!  
Ale po pierwszym 'ACHA! przychodzi zderzenie się z całą masą mieszanych uczuć.  Od ulgi do przerażenia. Od 'No jasne' do 'Może mi się tak tylko wydaje'
Od 'O cholera! mam przerąbane, co teraz???' do 'Może nie jest tak żle'....  
  
Bo takie 'ACHA!  może stać się  wydarzeniem z gatunku 'Odkrycie Wstrzasajace Życie w Posadach'.    
A może nie jesteśmy gotowi na wielkie wstrząsy. A może to tylko fałszywy alarm.  A może nie. A może tak...  
No właśnie. Dobrze jest  zachować spokój  (o ile jesteśmy w stanie) i trzeźwo pomyśleć. 
Nie robić nic pochopnie. Dać sobie czas. 


niedziela, 14 lipca 2019

NARCYZ 'SKRYTY', SPECYFICZNY TYP NARCYZA

Najbardziej typowym rodzajem narcyza jest narcyz ostentacyjny. Taki narcyz emanuje  dużą pewnością siebie, dobrze się czuje mając dużą audiencję, chwali się otwarcie i obnosi się wszem i wobec ze swoją 'lepszością', wybitnością', 'świetnością' na pokaz, jaki to jest ważny i fantastyczny,  sypie z rękawa  fałszywe  obietnice  i mówi ludziom to, co chcieliby usłyszeć, gdy chce ich sobie zjednać, omotać, a potem oszukać i wykorzystać bez skrupułów do swoich egoistycznych celów. Choć takie zachowanie jest bardzo zwodnicze, ktoś kto jest wystarczająco wyczulony i jest dobrym obserwatorem  może się zorientować że ma do czynienia z czowiekiem typu 'pępek świata - egomaniak / mitoman-samochwała. Jest wtedy  szansa że zapali mu się światełko alarmowe że nie jest to człowiek wiarygodny i uniknie   wejścia w relację z tą osobą na tyle głęboko by na kolejnych etapach znajomości/relacji 'załapać się' na fazę dewaluacji, kiedy zza maski fałszywej fasady  wyłazi ta druga twarz narcyza, twarz tyrana i bezlitosnego manipulanta. 

Jest jednak pewien specyficzny podtyp narcyza który jest trudniejszy do rozpoznania: narcyz skryty.
Taki narcyz to troche taki ścichapęk, czy cicha woda,  jak to mówią. 

O ile typowy narcyz ostentacyjny jest raczej głośny i widoczny, pewny siebie, dużo się chwali i obnosi się ze swoją rzekomą doskonałością, ma pewną charyzmę,   o tyle narcyz skryty jest  na pozór skromny, nie szuka poklasku na forum dużego audytorium, raczej uwodzi i osacza wrażliwych ludzi na  postawę  'taki jestem dobry a taki biedny i niedoceniony'. 
Szuka empatycznych osób, wchodząc chętnie w rolę ofiary i udając nieśmiałego,  doświadczonego ciężko przez los człowieka, potrzebującego wsparcia, zrozumienia,  i wspłóczucia.  Taki człowiek będzie wywierał wrażenie pokrzywdzonego bohatera, trochę cierpiętnika,  trochę męczennika.  Jest to człowiek często bardzo mierny, pospolity, w jakiś sposób ograniczony jak każdy zwykły człowiek,  ale w głębi duszy chołubiący przekonanie że jest kimś wyjątkowym i wybitnym, i jest rozgoryczony i cały w pretensjach że świat go nie docenia, czuje się ofiarą wrogiego, złego świata i ludzi którzy są zbyt głupi żeby tę jego wybitność, doskonałość odpowiednio podziwiać i wynagradzać.   
Tam gdzie musi się liczyć z opinią publiczną w jego środowisku, wobec ludzi 'ważnych', lub kiedy chce kogoś sobie zjednać, uwieść, prezentuje swoją  'oficjalną' twarz,    kogoś kto jest  'dobry', gorliwy, wpaniałomyślny, uczynny, skromny i pomocny... jest to jego narcystyczna fasada fasada/maska którą nosi by  zyskać zaufanie, uznanie,  oddanie, poparcie,  miłość. Chce byc adorowany i zwracać na siebie uwagę  i  być postrzegany jako ten który się stara,  jest beinteresowny, pomocny, wiarygodny,  itp. 
 Ale w głębi duszy ten człowiek jest pełen niezaspokojonych wygórowanych roszczeń do świata a przy tym skrycie przeświadczony o swojej 'specjalnej ważnośći', którą w swojej głowie i fantazjach rozdmuchuje i wyolbrzymia.  Nosi też w sobie zapiekłą pretensję do świata, że ten świat go traktuje jak zwyczajnego człowieka,  nie wyróżnia, nie  postrzega jako tego 'wybitnego', nie nagradza specjalnymi spledorami. 
Jak każdy narcyz jest  niezdolny do uczciwej autorefleksji, spojrzenia na siebie z dystansu.. 
Kiedy coś mu się nie powiedzie i nie idzie po jego myśli nie potrafi krytycznie przyjrzeć się samemu sobie, zrozumieć że jego oczekiwania są nierealistyczne, zobaczyć swoje braki, zastanowić  gdzie może tkwić jego  błąd, co robi nie tak, .... nie,  w jego pojeciu po prostu świat go nie rozumie, nie dorósł do jego geniuszu, nie umie docenić, robi mu na złość, zazdrości mu więc go gnębi  ... itp arogancka albo biadoląca narracja,  czyli typowy skrypt wchodzenia w rolę ofiary i niedocenionego bohatera. 

Chociaż w zewnętrzych relacjach narcyz skryty może zachowywać się na pokaz 
wobec różnych ludzi  ulegle, 'pomocnie' wręcz służalczo,  
wobec ludzi którzy są z nim w bliskiej relacji i zależni od niego, jest bezlitośnie roszczeniowy,
 jakby chciał sobie 'odbić' tę swoją uległość wobec jednych  tyranizując drugich. 



wtorek, 7 maja 2019

EMPATA : OFIARA NARCYZA


 Narcyz traktuje swoje  relacje z ludźmi jak swego rodzaju grę a  do każdej gry potrzebni są inni gracze. Starannie więc dobiera sobie graczy do swej gry tak, by być pewnym że wygra to na czym mu zależy: ludzką uwagę, podziw, energię uległość, podporządkowanie jego interesom i dominacji. 
Sam pozbawiony normalnej empatii i zablokowany/odcięty od naturalnej głębokiej uczuciowości poszukuje na swoje ofiary osób uczuciowych i wartościowych, które zwracają uwagę swoją pozytywnością, empatycznych i wrażliwych, pracowitych, odpowiedzalnych, o dobrym sercu,  mających naturalną  potrzebę dawania, służenia i pomagania innym.
  
Celem narcyza są też  osoby niosące w sobie wielki głód miłości i akceptacji, czesto entuzjastycznych, szczodrych, skłonnych do poświęceń, ‘pozytwnie naiwnych’ dzięki czemu łatwo je uwieść i zdobyć ich zaufanie przez zbombardowanie udawaną miłością,   a  przy tym mających  gdzieś głęboko skryte niskie poczucie własnej wartości i z jakichś powodów (na przykład trudnego dzieciństwa, zdarzeń z przeszłości) nie mają wykształconych mechanizmów obronnych, nie potrafią się skutecznie opierać, postawić zdrowych granic, kiedy są oszukiwane, wykorzystywane i gdy narusza się ich granice. 
Wykształcenie, wysoki intelekt i erudycja nie mają tu  wielkiego znaczenia
Osobom takim na głębokim poziomie emocjonalnym brakuje pewności siebie, dlatego pociagają ich i fascynują  osoby silne i pewne siebie ale nie potrafią odróżnić czy ta pewność siebie, u kogoś kogo podziwiają,  jest efektem autentycznej wewnętrznej siły czy tylko narcystyczną udawaną fasadą, zakrywającą uczuciową pustkę i pomieszanie.  

Ofiarami narcyzów padają często osoby bardzo wrażliwe, 
inteligentne i wykształcone.
Narcyz manipuluje ludźmi na poziomie ich uczuć i emocji,
usypiając zdolność do racjonalnej, intelektualnej  oceny sytuacji.


środa, 13 lutego 2019

Komu oddajesz swoją moc?


Kiedy mówię „Moc” mam na myśli tę wewnętrzną sprawczą siłę, której używamy by radzić sobie ze sobą i z sytuacjami w życiu w konstruktywny sposób. Ta siła wypływa z osobistej woli, z ducha,  z wiary i zaufania do siebie,  że chcemy, możemy, damy radę, potrafimy, mamy siły, wiemy jak, że jesteśmy OK.  

Dzięki niej odejmujemy samodzielne kroki, tworzymy swoje życie i decydujemy o sobie. 


Będąc długo pod wpływem toksycznej osoby, takiej która manipuluje i  kontroluje, możemy zdać sobie sprawę że  nasze emocje, reakcje, to jak się czujemy i co robimy ciągle  uzależniamy od tego co ta osoba  nam powie, czego od nas chce,  co nam da, co zrobi a czego nie zrobi i czego nam odmówi.  Jesteśmy zależni od czyjejś łaski i niełaski. 
Kiedy w końcu mamy tego naprawdę dość, na tyle dość by chcieć to zmienić i  wyrwać się z tej zależności, jako pierwszy krok ku zmianie postawy z osoby podporządkowanej do osoby wolnej a przynajmniej równouprawnionej, dobrze jest zadać sobie kluczowe pytanie:

Do kogo należy Moja Moc?

W relacji toksycznej jest tak, jakbyśmy oddali tę swoją moc osobie która nas ogranicza i kontroluje dla własnej korzyści. Możemy też powiedzieć że ta osoba robi wszystko, by naszą moc zawłaszczyć dla siebie, trzymać nas w kagańcu i na smyczy.  Jeśli  temu ulegamy, gdzie jest nasza moc? 

czwartek, 29 listopada 2018

PRZEBUDZENIE. WYPLĄTAĆ SIĘ Z SIECI NARCYZA

Jedyny skuteczny sposób by zatrzymać narcystyczną grę 
to po prostu przestać w nią grać, jednoznacznie i kategorycznie 
odmówić dalszego w niej udziału. Postawić nieprzekraczalne granice.

Z tym zawsze wiąże się podjęcie wysiłku, trzeba wykonać kawał rzetelnej pracy nad sobą, 
wydobyć z siebie siły które drzemią wgłębi nas, stłamszone.  
Jest to jedyna w swoim rodzaju okazja do rozwoju, zmiany świadomości. 
I jest to warte wszelkich starań. Stawką jest wolność.   

Układ z silnie zaburzonym narcyzem-manipulantem jest toksyczny. Osoby podporządkowane są jego silnej dominacji i kontroli, sterowane przez gry podszyte fałszem i udawaniem.  Ci którzy utknęli w takiej relacji czy to w rodzinie czy w pracy czy jakiejkolwiek innej sferze, cierpią na różne sposoby. Jedni mają poważnie podkopane poczucie własnej wartości i niezależności,  nadwyrężoną  zdolność polegania na sobie, podejmowania samemu decyzji na jakikolwiek temat. Inni czują nieustannie że są tej manipulującej osobie 'coś winni', angażując w tę relację niewspółmiernie dużo wysiłku i starań, dają więcej i więcej. 
 Goniąc za ulotną jak mydlana bańka akceptacją ze strony manipulanta, przestają żyć swoim życiem i stają się lalkami którymi on się bawi, realizując swoje narcystyczne fantazje.  
Prędzej czy później zaczynają widzieć że ich idol pogrywa z nimi nie fair, dostrzegać tę jego prawdziwą twarz schowaną za maską. 
Czują się wówczas coraz bardziej rozdarci, zagubieni, wyczerpani, zawiedzeni, zdradzeni, rozgoryczeni.   Nawet ci odporni zwłaszcza  w bliskich i długotrwałych relacjach uzależnienia od narcyza popadają w jakieś życiowe bałagany, emocjonalne huśtawki, psychiczne wyczerpanie,   różne dolegliwości psychosomatyczne,.... Wtedy coraz wyraźniej dociera do nich że  jest źle, że nie halo, ale nie umieją  wskazać przyczyny i nazwać co to jest,  w czym właściwie leży problem. Są wytrenowani do tego by obwiniać siebie i wymagać od siebie jeszcze więcej  ofiarności, cierpliwości, lojalności. Nie rozumieją że ofiarami specyficznej manipulacji,  że mają do czynienia z zaburzoną toksyczną osobowością.

Uświadomienie sobie i zrozumienie z czym mają do czynienia, to w przypadku długotrwałych związków odarcie z głębokiej iluzji i może być trudne.  Czasem dzieje się to stopniowo na skutek wielu zdarzeń które potęgują cierpienie i zagubienie ofiary aż staje się tak  dominujące że mimo gaslithingu i wszystkich manipulacji narcyza  zaczyna ona stopniowo dostrzegać kolejne i kolejne sprzeczności.  Z czasem zaczyna ich być coraz więcej,  dużo i  stają na tyle wyraźne by ofiara zaczęła otrząsać się z iluzji,  z hipnozy.  

sobota, 24 listopada 2018

O GNIEWIE I PRZEBACZANIU


Wybaczyć – jak to łatwo powiedzieć......
Wybaczyć ......jak to zrobić?
Czy to w ogóle jest możliwe? 

Kiedy się dopiero co człowiek otrząsa i budzi z  trwającej przez lata iluzji, życia w chorej relacji, takiej toksycznej,  to wiele się dzieje w głowie, w duszy.  Próbujemy się ogarnąć z tą całą sytuacją, w której oddało się władzę nad sobą komuś  kto nas traktował z wyższością, deptał naszą godność i poczucie własnej wartości, nadużywał naszego zaufania nie liczył z naszymi uczuciami, zdradzał, namieszał w życiu, miał nas za niewiele  więcej jak  środek do osiągania swoich egoistycznych celów.  Jeśli pozwoliło się temu  komuś tak długi czas manipulować nami, dyktować nam co nam wolno co nie, wykorzystywać nas i upokarzać, co nas kosztowało wiele rozterek, łez, bólu i rozczarowań – to co z tym teraz zrobić?

Uwolnić się od wpływu tej osoby? Jak najszybciej!
Wyjść z tej relacji?  Jasne, jeśli to tylko  możliwe!  
Wyplątać z tej chorej zależności? Koniecznie!  
Jak? To osobny temat. Wiele się na to składa.

Ale nawet jeśli uda się fizycznie odizolować od tej manipulatywnej osoby, pozbierać się na nowo w innym miejscu i czasie, to wierzę że do prawdziwego uwolnienia takiego głęboko, na poziomie serca, potrzebna jest bardzo ważna rzecz: PRZEBACZYĆ.

Dopóki się nie przebaczy i nie puści tej przeszłości, to balast niedobrych rzeczy które się wydarzały będzie ciążył jak kamień, uwierał i jątrzył się gdzieś tam głęboko, choćby się głośno zarzekać że wszystko jest ok.

I w tym procesie uwalniania trzeba przebaczyć dwóm osobom:
- tej osobie która nami manipulowała i nas wykorzystywała
- sobie samemu, że się na tę manipulację i wykorzystywanie pozwalało

Ani jedno ani drugie nie dzieje się na pstryk.
To jest proces, wymaga woli, pewnego świadomego wyboru i wystarczająco długiego czasu żeby to się mogło dopełnić.
Wydaje mi się że:

Żeby być zdolnym wybaczyć tej drugiej osobie 
najpierw trzeba umieć wybaczyć  sobie.

Zadajemy sobie mnóstwo pytań, jak mogłam  pozwalać tak długo na manipulowanie mną, czemu dawałam się tak traktować, wykorzystywać, zwodzić, poniżać, oszukiwać.
Jak mogłam być taka  beznadziejna, pokorna, ulegać tak długo, nie dawać oporu? Gdzie był mój szacunek do siebie? 

Jeśli w dodatku ta narcystyczna osoba która nam tak dopiekła, to był ktoś kogo sami żeśmy sobie wybrali i postawili na piedestale, obdarzyli specjalnymi względami, zaufali, może nawet pokochali,  dając się traktować wyższością, krzywdząco  i wodzić za nos,  to jeszcze dochodzą pytania : jak mogłam/mogłem się w to wkręcić, być tak głupia, ślepa, naiwna żeby się dać nabierać na to udawanie, na kłamstwa, nie zauważyć od początku z kim mam do czynienia?
Można wpaść w pułapkę i dowalać sobie do bólu, tylko nie o to chodzi żeby po całej psychicznej przemocy której się doświadczyło, teraz jeszcze się tym dobijać.

Trzeba pamiętać że Narcyzi są bardzo skutecznymi manipulatorami i trudno im się oprzeć, jeśli sobie kogoś wezmą na cel. Wielu ludzi daje się tak wciągnąć, nie my jedyni. Poza tym już  w procesie manipulowania nami narcyzi podkopują w nas poczucie własnej wartości, więc zaprogramowali nas tak, byśmy od razu zakładali,  że to z nami jest coś nie tak. Na tyle skutecznie,  że co jak co, ale w tym dowalaniu sobie jesteśmy że tak powiem,  całkiem ....dobrzy!
To jest ślepa uliczka. Donikąd nie prowadzi.

Żeby wybaczyć sobie trzeba rozdzielić dwie rzeczy :
- bezcelowe samobiczowanie, które nas tylko jeszcze bardziej osłabia, i nic nie daje, wiec nie ma sensu tego robić.
- rozsądne, obiektywne zrozumienie jakie cechy naszego charakteru spowodowały że daliśmy się zahaczyć,  zakręcić, wykorzystać.

Mogą to być najlepsze cechy naszej osobowości, które manipulant bezwzględnie wykorzystuje: wrażliwość, pragnienie kochania i bycia kochanym, chęć rozwoju, chęć bycia potrzebnym, użytecznym, życzliwość dla innych, dobra wola, odpowiedzialność.
Za te cechy powinniśmy się szanować i być z niech dumni, bo świadczą o naszym człowieczeństwie, dobrym sercu, otwartym umyśle.    
Trzeba pamiętać że na celowniku narcyzów są przede wszystkim osoby wrażliwe, empatyczne, otwarte, mające w sobie głód miłości i chęć pomagania innym, życzliwe, pracowite, cierpliwe,  ciekawe świata, poszukujące wyzwań, skłonne widzieć dobro w każdym człowieku, często inteligentne i wykształcone. Są one cennym ‘nabytkiem’ dla narcyza, bo można je uwieść na umiejętnie udawaną pozytywność, bo reagują na wszystko z poziomu uczuć raczej niż intelektualnej kalkulacji,  a w dodatku są wartościowe, są w stanie dużo zaoferować, dać z siebie.  
Takie osoby są najlepszym źródłem narcystycznego paliwa wysokiej jakości,  dlatego narcyz właśnie takie osoby osacza, w takie osoby 'inwestuje' swoje manipulacje  chcąc je od siebie uzależnić.

A że te wrażliwe osoby wpadają łatwo w sidła narcyza i w nich potem długo trwają,  to dlatego że przy tych wszystkich wartościowych cechach mają też charakterystyczne słabe punkty, braki na poziomie emocjonalnym, uczuciowym,  na przykład niskie poczucie własnej wartości, kompleksy, łatwowierność, niepewność siebie, brak siły, odwagi by się sprzeciwić, trudność podejmowania własnych decyzji ...itp
To są cechy które wynieśliśmy z domu, z tego jak nas traktowali nasi rodzice, co nam dali, czego zabrakło, jakie traumy i trudne sytuacje przeżyliśmy jako dzieci i nastolatki.  
Możliwe że rodzice byli niedojrzali, sami mieli  ze sobą problemy, może się kłócili i rozwiedli, może nigdy nie mieli dla nas czasu, może nawet któryś z rodziców był bardzo chory fizycznie lub psychicznie, może był alkoholikiem, narkomanem, albo też narcyzem, może nas porzucił albo umarł... czy jeszcze inne sytuacje... Jeśli coś takiego traumatycznego miało miejsce to trudno się dziwić że mając niezaspokojony głód miłości i górę kompleksów wpadamy w pułapki uwodzicieli – manipulatorów. Spotykamy kogoś, o kim myślimy  że pomoże nam uzupełnić nasze braki, bo wydaje się że ma to, czego nam brakuje : pewność siebie.

Tutaj pojawia się dodatkowa, jakby pośrednia kwestia, której się nie da pominąć.  
- wybaczyć rodzicom,  że byli jacy byli i nie dali nam wielu ważnych rzeczy.....kochali nas po swojemu, na ile i jak mogli, ale niezbyt dojrzale..  Pewnie inni nie potrafili być, choćby chcieli, mieli swoje ograniczenia. Ale dali nam życie, najważniejszą rzecz, dzięki nim w ogóle istniejemy i jesteśmy kim jesteśmy.
Właśnie dlatego kiedy sami borykamy się z problemami, to jest najlepszy moment żeby zobaczyć ten łańcuch zależności: że rodzice też mieli swoje trudne sprawy 'na talerzu', mamy problemy bo nasi rodzice też je ze sobą mieli, bo mieli je nasi dziadkowie...Całe pokłady problemów sięgające wstecz przez pokolenia. Niewidzialne, zazębiające się ogniwa łańcuchów które krepują ludzką ekspresję i plączą  życie kolejnym i kolejnym generacjom. 

Nasi rodzice jacy by nie byli, są nieodłączną częścią nas samych i nie da się tego zmienić ani cofnąć czasu.  

Dlatego wybaczenie sobie wiąże się z wybaczeniem dla rodziców.

Jeśli chcemy wybaczyć sobie musimy to zrozumieć Inaczej nasza wewnętrzna walka nigdy się nie skończy. Nie da się zaakceptować w stu procentach siebie bez zaakceptowania swoich korzeni, swoich rodziców. Uderzanie w rodziców to jakby uderzanie w tę część nas, która od nich pochodzi. Hodowanie w sobie pretensji do rodziców to zabijanie  czegoś w sobie. 
To nie jest łatwe, to pogodzenie się z ich trudną miłością. 
I to nie o to chodzi żeby sobie powiedzieć: to ok i w porządku że tata nas zostawił, albo  pił, albo że mama mnie poniżała. Nie! Oczywiście że to nie było ok, że zadali nam ból i czegoś w naszym  wychowaniu bardzo zabrakło, wyszliśmy z tego poranieni. To nie jest tego typu akceptacja. 
Chodzi o to żeby oddzielić krzywdzące cię zachowanie rodzica, od niego samego jako człowieka, który miał swoje ograniczenia.
Jeśli sam masz  dziecko możesz to łatwiej zrozumieć przez analogię: jeśli dziecko jest niegrzeczne, kosztuje cię to mnóstwo nerwów i masz czasem dość, kiedy bardzo źle się zachowuje.  Ale widząc to złe zachowanie, mówisz stop,  pokazujesz że nie akceptujesz złych zachowań, ale to nie oznacza że odrzucasz swoje dziecko, przestajesz je kochać.  Ono dalej jest twoim dzieckiem, kimś najważniejszym dla ciebie. 
W naszej relacji dorosła osoba - rodzic jest podobnie. 
Dla samego siebie warto jakoś znaleźć drogę, żeby się z tym uporać, każdy na swój sposób. 

Poza tym na dzieciństwie życie nasze się nie kończy, żyjemy dalej i jako osoby dorosłe, w miarę jak zdajemy sobie sprawę ze swoich braków i problemów,  mamy siebie samych, swoją dorosłą mądrość, wolę rozum i rozsądek żeby się sami ‘dowychowywać’ i nad brakami które mamy samemu popracować. Mało kto ma taki luksus żeby mieć idealne dzieciństwo, więc nie pogrążajmy się w bezowocnym rozczulaniu i użalaniu się nad sobą, tylko z całą życzliwością do siebie, na jaką nas stać, zastanawiamy się jak możemy sobie pomóc.
Możliwości mamy dużo, to temat rzeka tak naprawdę.

Upraszczając: trzeba na siebie spojrzeć z taką konstruktywną autorefleksją  i z przychylnością jakbyśmy patrzeli na dobrego przyjaciela, któremu chcemy pomóc. Co on potrzebuje, co może zrobić żeby to uzyskać. Czy to będzie łagodne podejście, czy energiczne i gwałtowne, to już zależy od naszej natury, naszego temperamentu.

Dobrze jest skupić się na tym co cenne, co w sobie cenimy, za co jesteśmy wdzięczni, (zawsze coś takiego jest! tylko trzeba to chcieć zauważyć, docenić) a w pracy nad sobą świadomie skoncentrować na tym co wymaga samodyscypliny... Zaczynamy od najprostszych rzeczy i w miarę postępów stopniowo i rozszerzamy listę...

Wybaczenie sobie samemu przychodzi stopniowo i samoistnie kiedy się rośnie w takiej pozytywnej samoświadomości. Jest naprawdę możliwe.  Kiedy ono przychodzi, jest to dobre  uczucie, nagle odkrywamy że nie musimy udowadniać sobie ani nikomu że jesteśmy godni akceptacji i wartościowi. Po prostu to czujemy.  

Jeśli chcemy by wzrosło w nas drzewo poczucia własnej wartości to jego korzeniami są akceptacja siebie i wybaczenie sobie, a na jeszcze głębszym poziomie –wybaczenie swoim rodzicom i pogodzenie się z przeszłością.

Teraz zajmijmy się tym  drugi członem wybaczenia: wybaczenie tej drugiej osobie w relacji która nas krzywdziła.  

Wychodząc z toksycznej relacji i chcąc się po niej pozbierać najpierw i przede wszystkim musimy wziąć siebie ‘pod specjalną ochronę’.

To oznacza że po długim okresie, kiedy byliśmy przedmiotem przemocy i nadużyć ze strony manipulującej osoby, mamy prawo tupnąć nogą i powiedzieć, nawet wykrzyczeć : DOŚĆ TEGO,  kategorycznie,  bez  patyczkowania się. To nie jest dobry moment na roztkliwianie się nad 'nastawianiem drugiego policzka', trenowanie już i tak nadużytej naszej cierpliwości i tolerancji. 
Jeśli zaczniemy się w to bawić na tym etapie, to damy się znowu wciągnąć w ta samą  grę, którą narcyz z nami prowadził do tej pory, czyli cynicznie wykorzystywał naszą cierpliwość i dobra wolę, upokarzał, bawił się nami.

Żeby zakończyć tę grę raz na zawsze i wyrwać się z kręgu uzależnienia od narcyza dajemy sobie prawo odczuć zdrowy, ‘sportowy gniew’. Ten gniew bynajmniej nie oznacza że mamy się wdawać w karczemne awantury z narcyzem. To bezcelowe marnowanie energii. 
Chodzi o gniew który ma nas zmotywować do działania w konkretnym kierunku:  uwolnić się, czyli: 

po pierwsze : ograniczyć kontakt z narcyzem, jeśli można w ogóle wziąć się i odejść (opcja na zero kontaktu)
po drugie : uświadamiając sobie jego gry przestać na nie reagować i dawać się prowokować,  bo to narcyza go tylko karmi naszym kosztem i nakręca (opcja zero reakcji)
po trzecie : zająć się sobą. Po prostu sobą, bez oglądania się na narcyza. 

Kiedy ktoś nami manipuluje mamy wiele uzasadnionych powodów żeby tupnąć tupnąć nogą i się wkurzyć. Potrzebujemy tego wkurzenia żeby nazwać sobie to co się z nami działo, punkt po punkcie, przekręt po przekręcie i powiedzieć temu STOP. 
Jak puści tama takiej długo pohamowywanej złości, to to może być dość gwałtowne, intensywne. Nic przyjemnego. Ale trzeba przez to przejść. 

Co bardzo ważne, nie wdawać się przy tym w jałowe dyskusje z narcyzem, naprawianie go  na siłę, oczekiwanie przeprosin (i tak nie będą szczere). Nie chodzi też o gniewne branie rewanżu, odwetu, zemsty na narcyzie, to strata energii i nakręcanie jego gry. Lepiej sobie tego oszczędzić dla własnego dobra. Chodzi głownie o to,  by energia tego gniewu podtrzymała  w nas motywację i decyzję, by zakończyć raz na zawsze to co było złe i nas krzywdziło. Gniew jest nam dany po to by się bronić przed złem, nie po to by krzywdzić. Ten słuszny gniew wzmacnia też nasze psychiczne muskuły. Nabieramy poczucia wartości zdając sobie że mieliśmy słuszne powody do tego słusznego, ochronnego gniewu, to nie my jesteśmy ‘wszystkiemu winni, wybrakowani, bezsilni" ’ jak nam wmawiano. Budzimy się z hipnozy.

Tu może warto zrobić małą dygresję.  
Jak różni ludzie reagują na niechciane sytuacje i przemoc? 
Jedni się złoszczą, wkurzają i walczą,  ich reakcja jest skierowana na zewnatrz,   natychmiast  protestują. Takich ludzi jest trudno skrzywdzić bo sią automatycznie aktywnie bronią.
U innych pierwszą reakcją jest strach, ochronny strach który kaze im natychmiast uciekać. Ich rakcja też jest ukierunkowana na działanie i takich ludzi też nie jest łatwo skrzywdzić bo potrafią umknąć, aktywnie uciec unikając zagrożenia.  
Ale są i takie osoby ktore gniewną reakcję blokują z punktu, strach je  paralizuje,  zamiast walką lub ucieczką  reagują po postu płaczem,  smutkiem, rożaleniem, ich reakcja jest bierna, obrócona w smutek i rozpacz jest skierowana w niszczący sposób do wewnatrz nich samych. Ta rozpacz pochodzi z poczucia beznadziejności bo ta osoba nie ani daje sobie prawa by się bronic, ani nie potrafi czmychnąć, pozostaje pasywna w swoim proteście. 
Kiedy obie podstawowe naturalne obronne reakcje ; Gniew/walka i Strach/ucieczka  zamiast spełnić swoją ochronną rolę  zostały zablokowane,   transformują się w coś najbardziej niszczącego :  smutek, bezradność, rozpacz, bezsilność zjadające człowieka od środka. Takie osoby stają się bezbronnymi ofiarami, które łatwo jest krzywdzić bez żadnych konsekwencji.  
Dlatego jeśli jest się taką osobą skłonną do odczuwania rozpaczy, depresji, smutku tam gdzie powinna czuć obronny gniew lub reagować odruchowa ucieczką, podstawową sprawą jest sobie powiedzieć: mam prawo czuć/okazać gniew, albo odejść.   Przestać bezradnie dowalać samemu sobie i kulić w poczuciu beznadziei i bezsilności, tylko wyzłościć się na to, co krzywdzi, tupnać nogą, walnąć pięścią i stanowczo powiedzieć 'NIE NIE NIE ! Nie pozwalam! dość! I po prostu się oddalić na odpowiedni  dystans, w miejsce bezpieczne. 

Oczywiście jak podkreślałam wcześnej nie chodzi o robienie karczemnych awantur, bo awantury z narcyzem i tak nic nie załatwią na dłuższą metę, ale o pozwolenie sobie na zrozumienie i zaakceptowanie  swego gniewu jako reakcji do której mamy w pełni usprawiedliwione prawo, prawo do tego by powiedzieć narcyzowi NIE, a sobie TAK, zawalczyć o swoje i się aktywnie obronić. Używamy wtedy gniewu jako siły napędowej do zmiany. Konstruktywnej zmiany, gdzie przestajemy być bierną ofiara i odzyskujemy kontrolę nad swoim życiem. 
Dajemy sobie też prawo umknać, odejść, zrobić unik, uciec od tego co nas krzywdzi i nam zagraża.    

Jeśli ktoś na tym etapie oczekiwałby od nas wybaczenia,  popędzał czy pouczał że ‘powinniśmy wybaczyć’ bo 'tak trzeba', bo to obowiązek chrześcijanina, buddysty czy cokolwiek, to to się odczuwa tak naprawdę jak kolejną przemoc. Nie dość że znosiłeś tyle niesprawiedliwości, wymagano od ciebie cierpliwości ponad siły przez długi czas, a teraz na to wszystko wymaga się od ciebie przebaczenia na pstryk i udawania że nic się nie stało. Nie i Nie!  Na tym etapie nie jest się w stanie tak ot, przejść nad wszystkim do porządku dziennego i wybaczyć.  To trzeba zrozumieć, nie zmuszać się do tego. Takie wymuszone przebaczenie  jest potencjalną  furtką do powrotu do starych reguł gry, gdzie ulegasz presjom. Nawet jeśli te presje to jest głównie twój wewnętrzny dialog, w którym obcy głos skrzeczy ci w kółko w głowie: powinnaś to, powinnaś tamto....

Gniew na tym etapie jest też potrzebny by rzucić z siebie skumulowane napięcie, naturalne jest  że jeśli przez długi czas zaciskaliśmy zęby w niemocy, potrzebujemy się w końcu wyzłościć by to wyrzucić z siebie, zwentylować swoje uczucia, opanować stopniowo wzburzenie. 
Dopiero może się  w nas pojawić przestrzeń  na.... spokój.

Spokój przychodzi z czasem. Każdy potrzebuje innego czasu, jeden więcej, inny mniej... to zależy, trudno to 'wymierzyć'. W miarę jak ogarniamy sytuację możemy ‘na spokojnie’ zanalizować co się  nami działo, dlaczego się w to wszystko wdaliśmy, cały ten proces wybaczania sobie o którym pisałam wcześniej.
Wtedy dopiero,  gdy dojdziemy do jako takiego porządku z samym sobą, pojawia się taki stan w którym przyglądamy się z dystansu,  co się nam wydarzało, oddzielamy ziarna od plew, co było dobre, co złe. Zaczynamy widzieć że cokolwiek się wydarza,  to w pewnym sensie sami godzimy się na uczestnictwo w tym i coś z tego wynosimy, jakieś doświadczenie które samo w sobie nas wzbogaca. Może jakąś mądrość, lepsze zrozumienie siebie, ludzi, życia.  Nigdy nie pozostajemy z pustymi rękami bo wciąż mamy siebie. Może trochę 'poturbowanych' i 'doświadczonych przez los' ale żywych! 
Przypinamy  sobie medal za przetrwanie, obudzenie się, zdrowy bunt, zakończoną sukcesem rebelię   i .... idziemy dalej. 

 I tak z dystansu już, z poziomu jakiegoś wewnętrznego uspokojenia jesteśmy w stanie zrozumieć, że być może ten człowiek który nam tak  mocno zalazł za skórę,  był tak skonstruowany że inaczej nie mógł, miał taka naturę skrzywioną przez coś, na co może nie miał wpływu. Może gryzł i kąsał jak gryzie zranione zwierzę zapędzone do klatki. Że on też żyje w jakiejś klatce, tych swoich gier, masek, pozorów które stwarza i tak ciągle udaje, tej ciągłej potrzeby manipulowania innymi, udowadniania że jest lepszy....i całe życie tak, nie zna nic innego, może w ogóle nie potrafi kochać, być sobą, wyluzować się.....ani nie jest szczęśliwy, ani godzien pozazdroszczenia. W życiu nie chciałbyś się z nim zamienić. Biedny człowiek w sumie. 

Godzien współczucia. Bingo! to jest ta konkluzja która jest pierwszym krokiem do tego żeby mu naprawdę wybaczyć. Nie od razu i na pstryk,  bo na to potrzeba czasu, ale poczuć że może chciałoby się móc mu wybaczyć. Jeśli z upływem czasu to w nas naturalnie wzrośnie, to to wybaczenie się z czasem pojawi,  wypączkuje najpierw nieśmiało aż  w końcu  zakwitnie jak zaskakujący swą urodą dziki, nie wyhodowany sztucznie ale naturalny, kwiat. Kiedy się pojawia,  to coś w sercu topnieje i przychodzi taka wielka ulga, jakby ogromny ciężar nam z tego serca spadł.

Móc wybaczyć krzywdę w taki sposób to jak stan łaski, dar dla nas samych,  który przychodzi bo o nią prosiliśmy. Przychodzi łagodnie, cicho, nie na siłę, ale jak już się zagnieździ, to na dobre. Kiedy? nie wiadomo, jak przyjdzie czas i  dojrzeje w nas.  

Takie wybaczenie nie ma absolutnie nic wspólnego z udawaniem że nic się nie stało i  przyzwoleniem  na to by dalej nas traktowano nie fair.  Nic z tych rzeczy. To prawdziwe wybaczenie wywodzi  się z autentycznej  wewnętrznej siły, ze spokojnego poczucia że nic i nikt nie jest w stanie nas dalej ranić  bo jesteśmy zbyt świadomi by pozwolić komukolwiek  na krzywdzenie nas. I to jest początek wolności. 
Z tego punktu zaczynamy naprawdę czuć że ocaleliśmy ze sztormów, że już wypływamy na spokojne wody, może nawet widzimy drugi brzeg gdzie tam gdzieś na horyzoncie  jest spokojna przystań. 
Jesteśmy na dobrym kursie.